Recenzje

09.07.2020 r. Leszek Cieloch

Łobuz z sercem – Lexus RC-F

Każdy z nas ma takiego znajomego, którego aparycja na pierwszy rzut oka powoduje lęki, zwłaszcza wśród osób postronnych. Wielkie gabaryty, krzywe spojrzenie, łapa drwala. Jednak po bliższym poznaniu okazuje się, że to dobry człowiek o gołębim sercu a pierwotna ocena na podstawie wyglądu jest mocno krzywdząca. Dokładnie tak jak z testowanym Lexusem RC-F. Dlaczego?

RC-F to tagi gość o którego znajomość chcą zabiegać wszyscy. Mimo młodego wieku, jeździł ze Świętym Mikołajem, łapał obcych a nawet powstało danie na jego cześć. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że to wszystko prawda. Ale o tym później. 

Podejście inżynierów Lexusa nie ma sobie równych. Nie bacząc na koszty czy przepisy tworzą samochody, w których trudno znaleźć wadę. Doskonale to obrazuje RC-F czyli ekstremalna wersja cenionego coupe, modelu RC. Wspomniani inżynierowie wzięli najlepsze rozwiązania z dotychczasowych modeli, także sportowych, bowiem w RC-F znajdziemy sporo rozwiązań, które zastosowane w niemal już legendarnym modelu LFA, ten z kolei ma za sobą kilka rekordów. Nie zapomnieli również o luksusowych korzeniach marki. Upakowali w cholernie zgrabne acz masywne i groźnie wyglądające opakowanie. I oto on - RC-F. 

Nie trudno pomylić RC-F z cywilną wersją. Jeżeli nie zwrócimy na liczne dodatki sportowe w karoserii, masywny wlot powietrza na masce czy dyfuzory z przodu i z tyłu to wszystko nam wyjaśni dźwięk. Wbrew wszystkiemu, Lexus nie ugiął się pod ciężarem ekologów czy nawet unijnych przepisów. Nie ugiął się także pod naciskiem modnej oszczędności. Wpakowali bowiem do niego doskonale znaną jednostkę – wolnossące 5-litrowe V8, które generuje moc 464 KM. To delikatnie zmodernizowana jednostka znana m.in. z równie szalonego modelu IS-F.

464 KM, które są przenoszone na tylną oś za pomocą automatycznej skrzyni biegów „robi robotę” po prostu. Testowany przez nas model był wyposażony w pakiet Carbon, w skład którego wchodzą pokrywa silnika, dach i aktywny spojler wykonane z włókna węglowego. Dzięki temu zabiegowi udało się zejść o niemal 120 kg. Wiele osób zarzucało RC-F zbyt dużą masę. Musimy jednak pamiętać, że mamy do czynienia na wskroś dużym coupe, bowiem długość auta wynosi 4693mm, szerokość to 1838 mm. To jednak w niczym nie przeszkadza, jeżeli mówimy o sportowych osiągach. 4,3 sekundy od 0-100 km na godzinę. Ograniczona elektronicznie prędkość do 240 km na godzinę z możliwością zdjęcia blokady. Wówczas prędkość maksymalna wynosi 270 km na godzinę. Maksymalny moment obrotowy 520 Nm osiągany już przy 2800 obr./min zatem wolnossące V8 po prostu nie czeka na oklaski a od razu rwie do przodu. 

Japończycy dostarczają nam sporo frajdy i wiele opcji podróżowania. Tryby jazdy Eco i Normal to przede wszystkim tryby do jazdy w luksusowym coupe. W pachnącym skórą wnętrzach z prawdziwymi kewlarowymi elementami i wygodnych mimo że kubełkowych fotel pokryte dwukolorową skórą. Są jednak kolejne funkcje jazdy, które powodują ciarki. Sport i Sport+ to tryby dla wymagających. Zmienia się nie tylko charakterystyka zawieszenia i momentu, ale również zegary na kokpicie zmienią kolor a obrotomierz wysuwa się na ekran główny. Jest również ukryta opcja Expert.  Wówczas samochód wyłącza wszystkie niemal funkcje wspomagania jazdy a pozostaje nam.. zdrowy rozsądek. Prowadzenie jednak tego auta to czysta przyjemność. Dobrze zestrojone zawieszenie, całkiem gładko współpracująca skrzynia z silnikiem dają bardzo dobry efekt.

Wadą jest to, że auto nam nie pozwala zapomnieć, że serce bije w układzie V8 i posiada 5 litrów pojemności. A ta przyjemność słono kosztuje. Przy normalnej jeździe średnio spala 12 l/100 km. Jeżeli chcemy się powściekać, liczmy tę wartość od 17 litrów wzwyż. Ale podobno przyjemności kosztują. Testowana przez nas wersja była doposażona także w tarcze wentylowane, czerwone zaciski Brembo i kute 19-calowe felgi. Opcja ta to dodatkowe 50 tys. zł. Nie mało. Model Carbon w swojej podstawie kosztuje 487 tys zł.  Pamiętajmy, że możemy jeszcze dołożyć opcji. Wówczas przekroczenie 500 tys zł bardzo szybko nastąpi.

A dlaczego to taki kumpel?
To taki kumpel, którego się wszyscy boją. A tak naprawdę to dobry chłopak, na którym się nie zawiedziesz. Ma również co poopowiadać. Mimo młodego wieku, zdążył namówić Świętego Mikołaja, aby ten zastąpił nim sanie – i się udało, brał bowiem udział w akcji charytatywnej w USA, a za kółkiem siedział kierowca współpracujących z Lexusem – Scott Pruett przebrany za Mikołaja. 
Bohatersko walczył z inwazją obcych w Men in Black Intenational będąc partnerem głównych bohaterów. Co więcej? Zdobył tytuł najładniejszego coupe w rosyjskiej edycji Car of The Year 2019 r., zaś Adreas Mőller, duński szef kuchni stworzył specjalne danie na jego cześć. Mało które auto ma do opowiedzenia taką historię.  

 

 

Powiązane posty

Zapisz się do newslettera

Twój adres email

Wysyłając niniejszy formularz wyrażacie Państwo zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Carsalon.pl S.A. ("Administrator") w celach rejestracji na portalu oraz przesyłania komunikatów marketingowych przez Administratora i jego partnerów biznesowych